1 listopada 2007 , 23:02

cmentarz? nie byłam, chyba pierwszy raz w życiu. to jedno z moich ulubionych świąt, taka pozostałość po upodobaniach małej dziewczynki. odpalanie zniczy znalezionym patyczkiem, biedronki nieoczekiwanie pojawiające się na dłoniach, odkrywanie, że mam taką samą kurtkę jak połowa dzieci w moim wieku, cała obszerna rodzina zebrana przy grobie dziadka, którego niestety nie znałam (bo ten mieszkający na dole jest najwspanialszy na świecie), widok zniczy po zmroku widziany z balkonu a w późniejszysz latach z bliska.
dzisiaj było inaczej. było łóżko, "the dreamers", gorąca herbata.
i świadomość, że moja rodzina już chyba nie istnieje.
istniała kiedykolwiek?
(11)

4 listopada 2007 , 00:04

wszędzie stawiam kropki. na życie, na świat, zobojętniałam zupełnie, po koniuszki palców, do ostatniego skrawka umysłu. M stał się jedynie nierzeczywistym punktem w przeszłości, czymś na kształt gorączkowych majaczeń. oglądam "pianistę" i płaczę, ale nie z powodu tego co widzę na ekranie. tracę resztki człowieczeństwa, jestem coraz bardziej egoistyczna, zapatrzona w nieokreślony punkt.
śniło mi się, że jestem w ciąży.
(4)

4 listopada 2007 , 19:00

obłęd.
średnio kilka razy w tygodniu mam wrażenie,
że mijam go na ulicy.
nieporadnie zabieram się za wos,
w głośnikach Blunt śpiewa "...I will never be with you",
a ja nucę "jego portret".
(5)

5 listopada 2007 , 22:23

ma przeszło 18 lat, nie wie czym jest dotyk, o pocałunkach jedyne śni, roziskrzone spojrzenia kochanków widzi w filmach, o trosce słyszała tylko w rozmowach ulicznych, podsłuchanych. co można pomyśleć o takiej kobiecie? na jednym z niewielu swoich zdjęć jest w czarnej sukience, trzyma w dłoni kieliszek szampana, wygląda jak mała, bezbronna dziewczynka, uśmiecha się. w jej pokoju uwagę przykuwają liczne czarno-białe zdjęcia, które pamiętają cudzą młodość, inne rysują sylwetki bliskich, portret ślubny dziadków kontrastuje z fakturą ściany, w różnych zakamarkach leżą książki, uschło bonsai. jak ją poznać, jak przebić się przez jej nieśmiałość i lęk, zakrywane wieczną ironią i sarkazmem? w środku jest krucha, bardzo spragniona miłości, o której powoli przestaje marzyć.

co wtedy, gdy tą kobietą się jest?
(10)

7 listopada 2007 , 13:57

za szybą deszcz, siadam na parapecie.
klikam na Ethana
i śmieję się razem z nim.
(8)

10 listopada 2007 , 11:28

nawet nie odpisał na smsa.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
(7)

10 listopada 2007 , 16:32

fioletowe paznokcie, zmarszczki na nadgarstku. znalazłam w szufladowym bałaganie kartkę z epilogiem, z marnymi zdaniami napisanymi zapewne na kolanie. "krew rozlała się ciepłym strumieniem po dłonich. przymknęła powieki, świat powoli stawał się bezwonny i cichy.", niebywale optymistyczne. z czasem robię się coraz bardzej żałosna, "co pan ciekawego porabia?" nie jest dobrym smsowym pytaniem o 2 w nocy.
(4)

12 listopada 2007 , 17:00

jak grochem o ścianę.
ranki niczym w alpejskim miasteczku,
zerowa przyczepność do podłoża,
gryczano, mącznie, ale nie cukrowo.
w głowie mam taką plątaninę myśli,
że nie odróżniam dni, gubię się w szczegółach.
mądra, wrażliwa, o ładnym uśmiechu-frazesy, marne frazesy.
zostanę niedługo całkiem sama,
nawet ja z sobą nie wytrzymuję.

świetlana przyszłość zgorzkniałej starej panny.
a Ty, do cholery, skończ w końcu lepić tego bałwana!
(4)

14 listopada 2007 , 00:30

utożsamiam się z Sonią, tylko żółtej książki brak.
zostaje obarowywana zaufaniem,
gdy kość miedniczna dziwnie uwiera,
a kaktusy rozmnażają się nie pytając mnie o pozwolenie.
(12)

16 listopada 2007 , 21:05

doniczka z pelargonią, bach. mogę o tym nie mówić, udawać, że wszystko jest w porządku, że przestało mnie to obchodzić. obiecałam sobie, że nie odezwę się do niego, nie będę narzucać się i skamleć, bo on ma swoje życie. ale snów nie wyłączę, myśli nie wyrzucę, łez nie zatrzymam. chyba zaakceptowałam to, jak wygląda moje życie. mam rozciągniętą piżamę, 27 kaktusów i katar, potrafię się śmiać, a na lekcję francuskiego upiekłam pierniki.
(6)

17 listopada 2007 , 22:31

gdy się nudzę, czytam różne dziwne rzeczy.
"jeżeli wyglądam na zagubioną, nieobecną lub arogancką, to możliwe, że nie czuję się zbyt komfortowo. daj mi odczuć, że jestem mile widziana, ale nie zbyt mocno, bo mogę zacząć wątpić w Twoją szczerość." tak, właśnie tak trzeba ze mną postępować. co jest dla mnie trudne? "bycie zmuszanym do przebywania z ludźmi, gdy tego nie chcę, oglądanie innych z dobrymi umiejętnościami socjalnymi, ale z mniejszą inteligencją, jak radzą sobie lepiej ode mnie."
w zasadzie nie wierzę w takie rzeczy, ale czytając te słowa, widzę siebie, całą siebie. "wycofuje się ze świata i żyje we własnym umyśle, jej strach jest socjologiczny, tworzy wokół siebie silną barierę aby zrównoważyć uczucie bycia nadwrażliwym, odcinanie się od innych staje się nawykiem obronnym, może prezentować się jako nieobecna duchem i ciałem lub dosadnie antysocjalna. jej zachowanie oscyluje pomiędzy chęcią odosobnienia a przypływami przyjacielskiej troski, jest przewrażliwiona na krytykę, może bardzo wolno powracać do siebie po traumatycznych przeżyciach." to tylko fragmenty, ale zapewniam, że lepiej bym się nie opisała. a w miłości? "ponieważ ma opóźnione reakcje na uczucia, jej emocje mogą się ujawnić, gdy będzie sama. czułość wobec kogoś może się rozwinąć bez potrzeby wypowiadania słów lub bez kontaktu z tą osobą. często okazuje zażyłość za pomocą niewerbalnych komunikatów, odczuwa pewien dyskomfort, gdy przychodzi jej opisać swój stan emocji i uczuć." oto i cały Goździk.
(4)

18 listopada 2007 , 22:24

w splocie żył.
paznokci wypukłość,
wgłębienia nadgarstków,
skóra oczekuje namiętności.
przychodzą noce niespokojne,
gorące, parne wizje okraszają powietrze,
oddycham seksualną niewinnością,
sensualna seksualność wiruje ponad dachami,
ponad chmurami, nad niebiosami.
(6)

19 listopada 2007 , 22:40

czy umiejętność wypięcia brzucha do rozmiarów ciążowych może się do czegoś w życiu przydać? podobno to starsi ludzie potrzebują mało snu, tymczasem codziennie do znudzenia walczę z nocnym połączeniem rozbudzenia i ciężkich powiek. pociąg wypadł z okna i zawisł smętnie, w czarno-bieli pozostał utrwalony. patrzę z dziwną nieufnością na swoje odbicie w lustrze. na brwi, oczy, usta. nie znam jej, nie poznałabym się w tłumie.

"chciałbym..." jedynie kłuje, uwiera.
jedynie? (...)
cisza.
(7)

21 listopada 2007 , 15:02

mam własne sikorki.
i wróbla małego.
zmęczona domysłami,
cholernie zazdrosna.
(3)

21 listopada 2007 , 23:26

ogłoszenie drobne.
ma ktoś pomysł na oryginalny napis lub obrazek, lub to i to na tshirt męski? (na prezent dla kolegi z klasy, z okazji mikołajek.) będę wdzięczna za pomoc.
ps. chłopak jest bardzo sympatyczny, więc proszę bez wstawek o seksie i sugestii, że jest głupi ;)
(14)

23 listopada 2007 , 22:06

nucę radiowe piosenki.
(pomysł na koszulkę już mam. bardzo dziękuję, bo to Wasza zasługa, a specjalne podziękowania kieruję do kolegi o wdzięcznym loginie Insomniac, bo pomógł najbardziej.)

dobra nowina-Goździk zostanie ciocią, za jakieś 8 miesięcy.
z tej radości aż zadymiłam całą łazienkę, w głowie mi wiruje.
rok 2008 zapowiada się hucznie, z całym arsenałem zmian,
ale kot zdecydowanie ignoruje powagę sytuacji
i śpi w najlepsze.
a nad horyzontem latają parasolki koktajlowe.
(11)

25 listopada 2007 , 15:04

światowy dzień pluszowego misia.

"wtem rozległo się pukanie do drzwi. puk, puk!
przepraszam, dwa pukania.
-kto tam?-zapytał Czytuś.
-poszpesz-padła odpowiedź.
-jaki Poszpesz?-zdziwił się Czytuś.
-poszpesz sze i otwórz te drzwi!"

mam misia białego, Kubusia Puchatka, pana młodego, misię z dzieckiem i kraciastą kokardą na głowie-żaden nie upomina się o tort. a co z pluszowymi psami, owcami, myszkami? kiedy będzie ich święto? słoń, krowa i kaczka też czekają na przytulenie, na odrobinę uwagi.

i co z tego, że ja nie jestem z pluszu?
(13)

26 listopada 2007 , 23:20

lampki odkleiły się od okna. między sklecaniem notatki z angielskiego a słuchaniem Band Of Horses, zapykam się w łazience. miętowy papieros sprawia, że łatwiej się wymiotuje, tusz rozmazuje się pod oczami, a w głowie mam coś na kształt wirowania i pulsującego bólu. zaczyna mnie bawić to, że po takich seansach nogi mam jak z waty, drżą mi ręce. dobrze-wiem, nie ma w tym nic śmiesznego. nie wiem po co to robię, skoro potem jestem na siebie wściekła, bo nawet nie potrafię zwymiotować tak jak powinnam, jak planuję przed przekręceniem zamka w drzwiach. ironia. wszystko jet jedną wielką ironią. wtedy nie muszę niczego udawać, tłumić w sobie złości. gdy wysłuchuję innych, analizuję ich problemy, robię to dla siebie, by zapomnieć o sobie. absurdalnie marzę, aby mnie ktoś zdradził, porzucił, zadał prawdziwy ból. wtedy miałabym wymówkę, wiedziałabym dlaczego odsunęłam się od Boga, obrażając się jak dziecko.

el tango de roxanne.
(11)

28 listopada 2007 , 22:42

ucieknę od siebie.
napisałam na kartkówce z polskiego, że przedstawicielem drugiej awangardy był Czesław Miłość.
jakieś wnioski?
(21)

o Goździku
2008
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12
2007
8 9 10 11 12


strona główna
ownlog.
gozdzik