1 marca 2008 , 11:47

zabierz mnie nad morze, może jeszcze spadnie śnieg. śpię w koszulce w misie, by oszukać własną kobiecość, by na zawsze pozostać dzieckiem. nie chcę myśleć o tym co dochodzi do mnie w strzępach zdań, nie chcę go takiego pamiętać. muszę go dalej szanować, mieć o nim dobre zdanie, wierzyć, że nie jest typowym samcem, by zachować w sobie resztki siły. bo Ola ma rację, ja już nie znam innego życia, jestem, bo on był. nie wiem czy wrócili do siebie w pełnym tego słowa znaczeniu czy tylko ze sobą sypiają, i nie wiem co jest gorsze.

firanki są na dusze/ę.
(12)

3 marca 2008 , 22:45

było tak dobrze, tak normalnie. ojciec znowu zaczął pić, wróciły awantury, nieprzespane noce i ta cholerna bezradność, gdy widzę mamę, która płacze w łazience. a ja? coś pękło niespodziewanie, rozpłakałam się na klawiaturę, bo wiedziałam, że An zrozumie, wystarczyło, że była. kiedyś już płakałam przez monitorem, powód był ten sam, osoba po drugiej stronie inna. dzisiaj zadaję sobie pytanie jak to się stało, że po jakimś miesiącu znajomości powiedziałam mu o wszystkim, jak mogłam sobie pozwolić na taką szczerość, na bliskość większą niż cielesne połączenie. ale teraz muszę być silna, wklepuję w twarz krem, by jutro nie zdradzić się opuchlizną. bo ja mam próbne matury. bo nikt nie potrafi mi wyczarować M i sprawić, że zabierze mnie daleko stąd.
(14)

8 marca 2008 , 14:20

dzień kobiet inny od wszystkich poprzednich. wizyta na pogotowiu, spuchnięta twarz spowodowana stanem zapalnym, pan doktor nacinający mi skórę i kierujący mnie na większy zabieg chirurgiczny po ustąpieniu zakażenia. do samochodu wsiadłam jodynowożółta, z wielkim opartunkiem na czole, ze świadomością, że wyglądam jakbym wróciła z wojny. i w tym momencie dostałam smsa z najzwyklejszymi życzeniami, z uroczym błędem ortograficznym, z pisanym kwatkiem i całusem, od M nieodzywającego się od kilku miesięcy.

--------------



jakoś tak uwielbiam to video.
i jak na złość nie mogę ściągnąć tej piosenki.
(18)

10 marca 2008 , 22:21

zemdliło mnie od uświadomienia sobie pewnych rzeczy.

bo chyba lepiej mi się myśli, gdy z chinki przeobrażam się w chomika. (cięcia nie będzie.)
(3)

11 marca 2008 , 23:54

garstka życzeń od najbliższych okrasiła ostatnie naste urodziny, które zaczęły się marcepanową czekoladą. sama przed sobą muszę się przyznać do tego, że po cichu czekałam na jakieś słowa od M, choć wiedziałam, że życzenia na dzień kobiet były czymś nadprogramowym i takie miłe chwile nie następują jedna po drugiej. prawie rok temu był w moim domu, składał życzenia w progu, kiedy stałam na chwiejnych nogach i starałam się nie przytulić do niego nadmiernie. pozostały mi wspomnienia, i te schodowe, gdzie mówił, że chce mieć syna, i te ranne, gdy zmywał naczynia i dogryzałam mu każdym słowem a on patrzył na mnie tak wyreżyserowanie obrażonymi oczami. dzisiejszy dzień obrałam sobie na wzmożony seans takich właśnie slajdów pamięcioiwych, wyrwała mnie z nich An i niespodzianka, którą mi sprawiła. gwiaździste niebo, drzewo z dzieciństwa i przyniesione przez nią świeczki współgrały z toastem wzniesionym cukierkami z wódką, z miętowymi papierosami i komórką dającą nam mały koncert Danny'ego Fujikawa. lecz jak to w życiu bywa nic nie trwa wiecznie, z beztroski wyrwał nas pan w samochodzie, którego przyjazd spowodował, że sprytniejsza An schowała się za drzewem a ja musiałam się gęsto tłumaczyć co właściwie robię pod gołym niebem o tak późnej porze. i co z tego, że serce stanęło mi na parę sekund, bo wzięłam go za jakiegoś zboczeńca, fakt faktem na jego pytania odpowiadałam, że "siedzę, mam tu świeczki", bezmyślnie podałam mu nawet swoje nazwisko-moją głupotę mogę złożyć jedynie na barki wybitnie ekstremalnej sytuacji.
(35)

14 marca 2008 , 23:49

wielopokoleniowa rodzina. dzieci, wnuki, zastępy prawnuków, żony mężów. dziwnie wpłynąła na mnie ta konfrontacja, ostatnimi czasy unikałam takich rodzinnych kaw, stołów zastawionych chlebem i kaszanką, zająców z czekolady sprzed roku. ktoś może pomyśleć, że to proza życia, szara rzeczywistość, ale we mnie coś pękło, gdy w progu zjawiła się dziewczyna zaledwie młodsza ode mnie o rok. uświadomiłam sobie, że ja mogę nigdy nie odwiedzić tej rzeczywistość mając u boku kogoś kto naturalnie zostanie nazwany moim chłopakiem. chciałabym tak kiedyś móc po prostu wsiąść z nim w samochód i pojechać do jednego z tych wielu domów, w końcu przestać bywać sama na weselach, brać udział w ckliwych spotkaniach z drugimi połówkami licznych kuzynów i kuzynek. moja siostra jest już przeszło rok po ślubie, za pare mięsięcy urodzi się im syn, a ja czuję, że czasem zazdroszczę wszystkim wokół tej stabilizacji, tego nudnego życia. i to nie jest tak, że ja marzę o mężu i dzieciach, bo tak nie jest, nie chcę ich mieć, ale pragnę mężczyzny u boku.

pieprzyk na wewnętrznej stronie uda.
dla?
(14)

17 marca 2008 , 15:08

mówię do Ciebie, stale, wciąż, nie wiesz o tym, nie dostrzegasz. bo wyszłam za mąż, za Ciebie. chcę byś drażnił moje uszy, moje zmysły. byś był. bo mnie już nie ma. i nie wiem co zrobić by zacząć istnieć.

światowy dzień morza.
ech.
(8)

18 marca 2008 , 00:18

zatracam się tak bardzo, że kiedyś prawdopodobnie stwierdzę, że jest za późno na powrót do normalności, czymkolwiek ona jest. usłyszałam już parę razy, że marnuję najlepsze lata życia, powinnam podrywać chłopaków, cieszyć się życiem, używać go. nie wiem czego ja chcę, może podświadomie próbuję zwrócić na siebie uwagę. jego uwagę? raczej nie, zrozumiałam, że nie tędy droga, że moje dotychczasowe decyzje były głupie, nieprzemyślane i okropnie dziecinne. tak, byłam małą naiwną dziewczynką, która myślała, że szczerość jest właściwą drogą, jedynym wyjściem. nie zmuszę go do uczucia, nie stworzę napięcia między ciałami. mam mdłości na samą myśl, że mógł się kiedyś czuć w moim towarzystwie niezręcznie, że moje wyznanie mogło wywołać u niego obrzydzenie. z każdym dniem odkrywam jak bardzo bolesne są skutki wszystkich decyzji, pamiętam najróżniejsze daty, układam sobie w głowie cały arsenał rocznic. z łóżka wstaję mechanicznie, stale pokonuję tę samą drogę do szkoły, za oknem mam wciąż ten sam widok. zastanawia mnie czy on jest świadomy tego, że te wszystkie opisy, ta cała gra słów jest skierowana do niego. bo opanowałam monolog do perfekcji, w kilku słowach zamykam to, co do niego czuję. nie mogę mieć mu za złe tego, że milczy. bardzo rzadko nasze statusy jednocześnie przybierają formę żółtego słoneczka, oboje zachowujemy się wtedy jakbyśmy się nigdy nie znali, jakbym nie była posiadaczką archiwa, które zajęło miejsce wśród wirtualnych książek. moje opisy brzmią dwuznacznie, mogą być odebrane jako słowa dziewczyny, która kogoś poznała. może tak jest lepiej? chyba jestem mu to winna, niech myśli, że wyleczyłam się z tego uczucia, że wygasło.

Dorota, Paulina, Blanka, Asper-tyle ludzi się oddaliło, tylu słów brak w codziennym włamywaniu się do cudzych żyć, które w pewien sposób stały się kawałkiem mnie. bo wszędzie można odnaleźć siebie, to jest chyba najpiękniejsze w całym tym ownlogowym pisaniu.
(26)

22 marca 2008 , 17:08

święta z Marią Pawlikowską-Jasnorzewską. "czarująca i niepokojąca, eteryczna a zarazem mocno w ziemię wrośnięta, super poetyczna, a przy tym realistka, poważna i dowcipna, smutna, wesoła, mądra i czarująco głupia." taką opinię o sobie chciałabym kiedyś usłyszeć.
(M jakoś tak naturalnie wysłał mi życzenia, potem były 3 minuty wymiany słów, bo rozmową nazwać to trudno. ten nocy wyjątkowo nie modliłam się żeby mi się przyśnił.)
(0)

23 marca 2008 , 01:34

kolejny wieczór z serii 'gromada dziewczyn i chłopak jednej z nich' przyprawiony alkoholem i dużą ilością śmiechu. wychodzę z takich spotkań w dziwnym nastroju, z mętlikiem w głowie. na twarzy mam uśmiech-to na pewno, jednak 'ale' potrafię znaleźć zawsze, w każdej sytuacji. to się chyba nazywa zazdrość, prawda?
(35)

30 marca 2008 , 14:35

tak Ola, ostatnio poważne rozmowy przeprowadzane są tylko on-line, w zaciszu własnych ścian, bez świdrujących oczu rozmówcy, z możliwością zadymienia pokoju. dziewczyna-maska, dziewczyna-marionetka, kobieta mimowolnie wchodząca w rolę życiowej aktorki. uzbierało się wiele skrywanych emocji, za nadrzędne zadanie postawiło się sobie brak łez w towarzystwie. dla mężczyzn pozostał pusty wzrok, niechętne spojrzenie i jakaś blokada wewnętrzna. uświadomiono mi, że wygłaszam z pasją "pomyśl w końcu o sobie, najwyższy czas na to" a sama nic nie robię w tym kierunku. pozwalam sobie czasem na obserwację męskiego gatunku na przystankach autobusowych czy innych miejscach odartych z romantyzmu. ale postaw przede mną królewicza z bajki a gwarantuję Ci, że szybko go do siebie zniechęcę, rozsieję milczenie, pozwolę sobie na sarkazm, wbiję wzrok w dowolny przedmiot w zasięgu wzroku. mam coś złego w oczach, jakąś bliznę własnego autorstwa.

gdzie podziały się te czasy, gdy oglądałam "roswell" i zmieniałam obiekt wielkiej miłości co tydzień? gdzie te beztroskie wieczory spędzone na krawężnikach, w cudzych gankach i kuchniach?
(27)

o Goździku
2008
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11
2007
8 9 10 11 12


strona główna
ownlog.
gozdzik